Jak budzono zainteresowanie w dawnych szkołach jezuickich

Tekst pochodzi z książki F. Charmota SJ, Pedagogia jezuicka, wydanej w Paryżu w 1943 roku i omawia niektóre metody motywowania uczniów stosowane od XVI wieku.

Mówiąc o zainteresowaniu, mamy na myśli to, co przykuwa uwagę. (…) Należy, zadając sobie niemały trud, zbadać wszystkie sposoby, aby wzbudzić u dziecka radość do nauki (alacritatem). Dzieci nie mają jedynie znosić swojego losu, ale przede wszystkim mają cieszyć się i akceptować go całym sercem. Dawne i obecne autorytety moralne zawsze utrzymywały, że kształcenie dzieci jest dobre, jeżeli przysparza uczniom satysfakcji (institutionem puerilem tum fore optimam cum jucundissima fuerit). Nazywamy ją zabawą (ludum).

Wiek dziecięcy z oczywistych względów nie może być jej pozbawiony. Nieukształtowane jeszcze umysły dziecięce nie mogą być traktowane z nadmierną powagą i surowością. Ojciec Gaudier mówi, że „motywy wypływające z dobra moralnego są najlepsze ze wszystkich, należy jednak dodać do nich użyteczność i przyjemność (ub utili et jucundo). Umysł dziecka da się obłaskawić urokiem rzeczy pożytecznych i przyjemnych, nie zaś wzniosłością dobra intelektualnego”

W jaki sposób więc jezuici wywołują zachwyt i zainteresowanie nauką u swoich wychowanków? Każdy nauczyciel inaczej dociera do ucznia. Posługuje się swoim wyczuciem, doświadczeniem i wiedzą. Jest albo nie jest interesujący dla uczniów. Istnieją jednak metody, do których może się odwołać nauczyciel, który nie posiada daru i talentu. Może on posłużyć się najczęściej stosowanymi środkami, używanych przez jezuitów:

  1. zaniechanie lekcji dyktowanych;
  2. podniesienie rangi swojego przedmiotu nauczania;
  3. nauczanie przez konkret poznawalny zmysłowo;
  4. odwołanie się do wszystkich dobrych instynktów natury;
  5. różnorodność ćwiczeń;
  6. zapewnienie powodzenia w nauce każdemu uczniowi.

Spróbujmy wyjaśnić w kilku zdaniach, co rozumiemy pod tymi hasłami.

1) Dyktowane lekcje napawają uczniów wszechobezwładniającą nudą. Nauczyciel powinien rozmawiać z uczniami i nakłaniać ich do mówienia, odpowiadać na ich pytania i zaspokajać ich wiedzę. Dziecko, kiedy może brać aktywny udział w rozmowie, jest zawsze szczęśliwe. Temat rozmów i ich treść nie jest tak istotny. Dziecko otrzymuje pozytywne bodźce, a one dają mu motywację do czucia się partnerem w rozmowie. W oczywisty sposób zwiększa to jego poczucie wartości. Jeśli uczeń dostaje pozwolenie na stawianie pytań i wyrażanie swoich odczuć i opinii, lekcja staje się dla niego pewnego rodzaju grą, zabawą.

2) Ratio studiorum wymaga, byśmy przywiązywali jak największą wagę do nauki, uczenia się i studiowania. Doświadczenie pokazuje, że dzieci uderza stosunek nacechowany powagą względem spraw naukowych. Szczególnie podoba im się pełna czci atmosfera którą dorośli otaczają wiedzę. Większość ludzi, a zwłaszcza dzieci, nie ocenia wartości rzeczy poprzez rozumowe ich pojmowanie, ale poprzez uroczysty respekt, który nadają im dorośli. „Chwalimy chętniej, to co jest powszechnie chwalone, niż to co faktycznie jest chwalebne”[3].

Dzieci, podobnie jak kobiety, otaczają większym szacunkiem książki i metody. Ratio więc zaleca, by wykorzystać dziecięcy zachwyt do prawdziwego rozmiłowania młodych ludzi w zdobywaniu wiedzy.

W jezuickich szkołach każde święto było obchodzone w ten sposób, aby pokazać jak najszerszej publiczności najlepsze prace uczniów. Dlaczego tak usilnie starano się je zaprezentować? Dlaczego zapraszano licznych gości, w szczególności znane postacie z życia publicznego, uczonych, artystów i osoby zajmujące wysokie stanowiska? Dlaczego otwierano drzwi szkoły i poszczególnych klas, aby pokazać powieszone prace konkursowe? Dlaczego starano się, aby widoczne były nazwiska najlepszych uczniów, a prace ich były wydrukowane na najlepszym papierze? Dlaczego przywiązywano tak olbrzymią wagę do uczniowskich debat i przedstawień, nadając im takiej świetność jakby chodziło o poważny proces przed trybunałem? Dlaczego sale lekcyjne były na ten czas ustrojone jak sanktuaria na czas odpustu?

Powód tego jest jeden i jest on oczywisty. Należy szanować i doceniać pracę, jeżeli pragnie się, aby dzieci się nią interesowały. Jouvancy ujmuje to w następujących słowach: „Nigdy dosyć chwalenia i celebrowania literatury. Róbmy wszystko, by nadać jej jak największego splendoru i znaczenia. W przeciwnym razie nauki humanistyczne i literatura zniżą się do poziomu rzeczy codziennych i potocznych, a wtedy uczniowie zaczną je po prostu lekceważyć”[4].

3) Trzecim sposobem jest nauczanie pojęć abstrakcyjnych przez wychodzenie zawsze od konkretów i sensownych danych. Metoda ta jest powszechnie stosowana. Zaznaczmy natomiast, że podczas gdy obecnie w nauczaniu przedmiotów ścisłych odwołujemy się nader często do zmysłów, głównie wzroku i dotyku, zaniechaliśmy tego ucząc literatury. Kiedy porównamy, to co w nauczaniu było najważniejsze w XVII wieku, a czego dziś wymaga się od maturzysty, nie wahamy się stwierdzić, że przez okres trzech wieków nauczanie przeszło zupełną metamorfozę i stało się zaprzeczeniem prawdziwej kultury. Dziś maturzysta korzysta z uproszczonych wersji utworów literackich, korzysta ze streszczeń i bryków. Nauka według Ratio wymagała od ucznia rozległej znajomości arcydzieł literatury poznanych w oryginale, a kształcenie odbywało się poprzez liczne ćwiczenia własnego stylu. Patrząc pod tym kontem, istotnie można dziś mówić o dekadencji nauczania.

4) W celu zainteresowania dzieci nauką Ratio proponuje odwołanie się do dobrych instynktów naturalnych u dzieci. Jezuici uważali, że dobre jest zaspokajanie potrzeb dziecka, jeśli przyczynia się to do jego rozwoju. To samo dotyczy przyjemności. Jest ona dozwolona, kiedy wiedzie do czynu moralnie dobrego. Co innego znaczy utrzymywać, że wszystko co zaspokaja naturalne potrzeby dziecka jest dobre, a co innego uważać, że dobre jest to, co naturalnie przyczynia się do prawdziwego rozwoju dziecka. Z pedagogią instynktowną jest tak samo jest z przyjemnością. Kiedy przyjemność jest dana przez Boga i ma cel moralnie dobry, można posłużyć się nią jako środkiem do osiągnięcia celu. Dlatego też jezuici odwołują się do naturalnych instynktów dziecka, jakimi są duch współzawodnictwa i walki, w celu zachęcenia go do pracy i nauki, by w ten sposób dokonał się jego rozwój.

5) Jeden z powodów, dla którego dziecko szybko się rozprasza jest sama mobilność jego charakteru. Dziecko nie jest w stanie na długo skupić swojej uwagi. Ta psychologiczna prawda przywiodła jezuitów do programowego ustanowienia zasady różnorodności. Pojęcie to nie przeciwstawia się zasadzie jedności, lecz zakłada z jednej strony jednorodność, z drugiej zaś mnogość działań. Dlatego też w żadnym przypadku nie jest ona czymś błędnym. Wiadomo, że wszelka monotonia potrafi uśpić i zniechęcić osoby o największym zapale.

Nie można zarzucić Ratio niespójnego programu nauczania. Wystarczy porównać reguły dla każdej klasy, żeby stwierdzić, że wszystko się ze sobą łączy, wszystko wiedzie do rozwoju ucznia, od gramatyki do retoryki. Centrum całego procesu nauczania stanowi prelekcja i wokół niej skoncentrowany jest cały program. Różnorodność ćwiczeń szkolnych nie stanowi w żadnym wypadku przeszkody w realizacji celów postawionych przez nauczyciela.

Jedność nauczania jest więc silnie zachowana, jednak bardziej widoczna w tej metodzie jest różnorodność. Godziny spędzone w klasie są wypełnione tyloma rozmaitymi ćwiczeniami, że dziecko naprawdę nie ma czasu się nudzić. W czasie zajęć uczniowie zajmują się średnio co pół godziny inną czynnością. Jest czas na recytowanie ostatniej lekcji, poprawę zadań domowych, prelekcję, powtórkę, zadanie nowej pracy domowej oraz dyskusję lub pisanie wypracowania. Można więc zauważyć ogromną różnicę między zajęciami prowadzonymi w dalekiej przeszłości, a niektórymi lekcjami, mającymi miejsce współcześnie, gdzie cała uwaga uczniów jest skoncentrowana tylko i wyłącznie na jednej czynności. W dodatku nie możemy zapominać, że każde szkolne ćwiczenie zakłada różne formy jego realizacji. Ojciec Ledesma wykazuje, w jaki sposób można urozmaicać na wiele sposobów: modus dicendi, modus transcribendi, modus repetendi, modus conjugandi, modus corrigendi, modus concertandi, etc[5] (…) Ojciec Nadal komentując część IV Konstytucji pisał o pracy własnej ucznia: „Oprócz ćwiczeń, o których była już wcześniej mowa, czyli takich, jak słuchanie, powtarzanie, notowanie, dyskutowanie, pisanie prac, deklamowanie, mających miejsce w klasie, istnieje konieczność wykonywania przez ucznia indywidualnych ćwiczeń. Do nich należy osobista refleksja, praca nad zrozumieniem, ćwiczenie pamięci, etc.[6] Sam ojciec Ledesma wyliczył przynajmniej dziesięć sposobów recytowania nauczonej lekcji z pamięci.

Warto również wspomnieć o różnorodności prac domowych zadawanych przez jezuitów. Ojciec Sicard stwierdza: „Najciekawsze są prace pisemne. Można prosić uczniów o napisanie prozą tekstów w formie deklamacji, dialogów, tez, listów panegiryków, alegorii, idylli, dysertacji, elegii, hymnów. W poezji zaś ćwiczyć się można w pisaniu epigramów, scen dramatycznych , bajek, rebusów... Oto jak można uniknąć monotonii”[7].

Na koniec dodajmy jeszcze, że nie tylko forma pisanych tekstów charakteryzowała się różnorodnością, lecz również tematyka zadawanych prac dotyczyła najrozmaitszych spraw. Nie zadowalano się bowiem jedynie tematami klasycznymi, dostarczanymi z góry przez nauczycieli, lecz korzystano z różnych okazji z życia codziennego, wydarzeń dnia, lub okazji związanych z historią ojczyzny lub miasta. Jouvancy przypominał: „Korzystajmy z wszelkich okazji, aby uczniowie pisali jak najwięcej tekstów literackich”[8].

6) Jako ostatni sposób na zainteresowanie uczniów nauką wymieńmy sukces w nauce. Nie dotyczy to oczywiście klas najniższych, gdyż uczniowie w nich są na ogół tak spragnieni wiedzy i poznania, że ich ciekawość jest naturalna i dają z siebie wszystko, aby osiągnąć sukces w nauce. Dopiero w wyższych klasach można użyć tego argumentu. W celu poprawienia wyników w nauce Ratio proponuje po pierwsze: pomoc nauczyciela i repetytora, po drugie: dopasowanie zadań domowych do indywidualnych potrzeb ucznia; po trzecie: rywalizację rozumianą jako zdrowe współzawodnictwo. Nauczyciel powinien przedstawiać wiedzę w sposób przystępny. Ratio proponuje narzędzia, których można użyć, żeby uczniowie lepiej słuchali wykładu, oraz żeby pisanie szło im z większą łatwością. „Należy zwracać uwagę na zrozumienie tematu przez wszystkich, w przeciwnym razie znajdą się tacy uczniowie, którzy unikać będą wykonania polecenia. Zanim zadamy pracę do napisania, należy upewnić się, czy wszyscy uczniowie dobrze zrozumieli temat. Tym, którzy mieli z tym problem, należy wyjaśnić, wskazując właściwy tok myślenia i postępowania”[9].

Jeśli zamiarem nauczyciela jest pragnienie zainteresowania uczniów na przykład nauką greki, może on skorzystać ze wskazówek Sacchiniego, który radzi, aby „ próbować osłodzić im sam przedmiot, tak jak czynią lekarze, dodając odrobinę miodu do gorzkiego lekarstwa, żeby chory chętniej je wypił. Zachęcić uczniów można też wskazując im na korzyści wynikające z najmniejszego nawet wysiłku. Nauczyciel może zaciekawić młodzież opowiadając, o życiu wybitnych poetów i ludzi literatury. Może też robić im niewielkie upominki, kiedy wykażą się dobrymi wynikami. Jednak najbardziej przekonuje uczniów sama postawa wykładowcy, który sam powinien podchodzić poważnie do przedmiotu i odnosić się pozytywnie do uczniów, którzy postanowili się go nauczyć. Nie należy jednak nikomu pobłażać i zwalniać z nauki, ze względu na pojawiające się trudności w przyswajaniu wiedzy. Łatwiej bowiem znieść ciężar wspólnego trudu. Dodajmy również, że dziecko jest zachęcane do pracy, kiedy pokazuje się mu, że jego osiągnięcia są dostrzegane i doceniane”[10]. Wszystkie zabiegi prowadzą do tego, aby dziecko oddawało się pracy „całą duszą”.

Na koniec jeszcze jeden przykład. Jak powinniśmy uczyć katechezy? Nauczyciel powinien ilustrować doktrynę za pomocą przytaczania różnych historii, porównań i świadectw. Nic przecież tak nie pociąga słuchaczy jak konkretne przykłady. Przytaczając liczne zdarzenia, pamiętać należy, żeby były one przekazywane w ciekawy sposób. Nasze opowiadanie nie może być miałkie ani suche. Trzeba oddać w nim różne emocje i uczucia, tak, żeby do uszu i umysłów uczniów dotarła łagodność i mądrość opowiadanych zdarzeń. Dlatego też niezbędne jest by nauczyciel miał w zanadrzu różne historie i przekazywał je uczniom. Oni zaś nauczywszy się ich na pamięć, będą je opowiadać swoim rodzicom. Najmłodszych uczniów należy nauczyć właściwego opowiadania historii z zaznaczeniem właściwej intonacji i akcentowania. W ten sposób posiądą przedsmak lektury książek religijnych. Młodszych uczniów można prosić o częste przytaczanie nauczonych historii i zachęcać ich dodawaniem nowych elementów, żeby jeszcze bardziej pobudzić ich wyobraźnię i zachęcić do dalszego studiowania katechizmu.

Kończąc refleksje na temat wzbudzania zainteresowania nauką wśród uczniów, można podsumować niniejszy rozdział, mówiąc, że geniusz nauczyciela polega na genialnym pomyśle. To wyobraźnia podsuwa mu rozwiązania, które umożliwiają przekazanie uczniom skomplikowanej wiedzy naukowej.

F. Charmot (tłumaczyła Katarzyna Kruszewska)  


[1]De natura et statibus perfectionis, VII, § 2.

[2] Program i metody nauczania obowiązujące w jezuickich szkołach na świecie począwszy od XVI wieku.

[3]La Bruyère, Charaktery, XII, 7.

[4] Jouvancy, Ratio discendi et docendi, list z 17 lipca 1752 roku.

[5] Zob. Monumenta Paedagogica. Ordo et ratio studiorum septem classium..., str. 191 sq, nr 20 oraz Dokumenty Koleguim rzymskiego, str 353, rozdz. 8.

[6]Scholia in Constitutiones, cz. IV. rozdz. VI, nr 14.

[7] Sicard, Studia klasyczne przed Rewolucją , str. 378.

[8] Jouvancy, Ratio discendi et docendi, list z 17 lipca 1752 roku.

[9]Ratio studiorum, rozdz. II, a. III §2.

[10]Paraenesis, rozdz. IX, nr 3.